Genesis 4 (50/50) – Twórcza izolacja

the cottage

Niby tylko godzina drogi samochodem od centrum Londynu, ale to jednak koniec świata. Gdzieś między Dorking a Guildford, niedaleko zamieszkałego przez trzysta osób Hotton, jest zasypana śniegiem głusza, w której stoi mały domek letniskowy z wiecznie świecącą pustkami lodówką i piątką zamkniętych, skazanych tylko na siebie facetów. Wśród nich znajdują się dziewiętnastoletni Tony Banks, Mike Rutherford i Peter Gabriel – przyszłe gwiazdy rocka. Jest zima 1969 roku. Tam gdzie diabeł mówi dobranoc, zespół Genesis odważnie kładzie fundament własnego stylu. By przekonać się, czy naprawdę potrafią komponować, młodzi muzycy na pół roku praktycznie rezygnują z życia, by w pełni poświęcić się tworzeniu. O sukcesach albumów „Foxtrot”, „Selling England by the Pound” i „The Lamb Lies Down on Broadway” mogą na razie tylko pomarzyć. Muszą dopiero wymyślić własną muzyczną recepturę i napisać utwory na album „Trespass”.

Skład zespołu Genesis zawiązał się w jednej z najsłynniejszych angielskich szkół prywatnych Charterhouse, ale artystyczny styl grupy narodził się w miejscu, które można by określić mianem końca świata. Malutka miejscowość między Dorking a Guildford, niedaleko Wotton. Jest tu co prawda droga, przy której stoi pub The Wotton Hatch, ale zanim dojdziemy do letniskowego domku Macphailów droga stanie się dróżką i zacznie niebezpiecznie kurczyć się i wić, sprawiając wrażenie, że nigdzie się nią nie dojdzie. Kończy się lato 1969 roku. Młodziutcy muzycy nieznanego zespołu Genesis, świeżo upieczeni absolwenci szkoły średniej Charterhouse, wiedzą już, że ich debiutancki album poniósł porażkę. Nie zainteresował publiczności, a artystycznie rozczarował nawet samych jego twórców. Mimo klęski chcieli jednak działać dalej. Ba, byli wręcz przekonani, że potrafią tworzyć muzykę dalece ciekawszą niż tę zaprezentowaną na „From Genesis to Revelations”. Nie mieli jednak pieniędzy na sprzęt ani miejsca gdzie mogliby organizować regularne próby. Tułali się od „mety do mety” korzystając z chwilowej gościnności różnych ludzi – przyjaciół i rodziny. Tak naprawdę nie mieli jednak swojego miejsca. W tym samym czasie z dalekich europejskich wojaży wraca Richard Macphail, rówieśnik i przyjaciel genesismenów z Charterhouse, który jako jeden z pierwszych uwierzył w drzemiący w nich gigantyczny potencjał. Jest przekonany, że jedyne czego potrzeba grupie, to dobre miejsce do grania i trochę czasu, organizuje więc wyjazd całej ekipy do domku letniskowego swoich rodziców.

Tak się składa, że małżeństwo MacPhailów tym razem nie będzie chciało spędzić świąt w swoim do niedawna ukochanym domku, do którego regularnie jeździli od początku lat sześćdziesiątych. To tylko godzina jazdy samochodem od centrum Londynu. Niby blisko, a jednak wystarczy, by uciec od wielkomiejskiego zgiełku w przyjemny, sielski spokój. Spędzają tam w większym lub mniejszym gronie wszystkie święta, wakacje i większość weekendów. Uciekają z Londynu w piątkowe popołudnia, wracają w niedzielne wieczory, albo poniedziałkowe poranki. Tak to wygląda do czasu, gdy dowiadują się o włamaniu. Wiosną 1969 roku do Christmas Cottage wkrada się banda złodziejaszków. Gdy dowiaduje się o tym pani Macphail nigdy więcej nie zechce już tam pojechać. Decydują się na sprzedaż domku, ale dopiero następnej wiosny. Kilka miesięcy ma on stać pusty i nikomu niepotrzebny. Syn Macphailów jest pod silnym wrażeniem swoich niedawnych szkolnych kumpli, ich umiejętności, talentów i postępów, jakie poczynili w czasie, gdy nie mógł podglądać ich prób, bo uczył się życia w izraelskim kibucu. Wyprasza u rodziców zgodę na zajęcie niechcianego domku na całą jesień i zimę przełomu 1969/70 roku.

Jadą tam w październiku – Tony Banks, Peter Gabriel, Ant Phillips, Mike Rutherford i John Meyhaw, oraz organizator, gospodarz, technik, kierowca, kucharz i opiekun w jednej osobie, czyli Richard Macphail. Najpierw męczą się okrutnie z przeniesieniem sprzętu, bo okolica, jak wspomina Richard – nie należy do płaskich. Poza tym van którym się przemieszczają jest stary i ledwo dycha, podjazdu brak, a schodów jest sporo. Gdy jednak udaje im się zainstalować w domku, określanym przez nich mianem małego, ale malowniczego, prawie go nie opuszczają. Spędzą w nim sześć miesięcy. Tylko z rzadka kogoś goszczą i jeszcze rzadziej wychodzą. Zgodnie twierdzą, że wówczas prawie nie imprezują, nie sprowadzają też dziewczyn (kontakty są zminimalizowane), niemalże odcinają się od świata. Potrafią grać kilkanaście godzin na dobę robiąc przerwy tylko na skromne posiłki przygotowywane przez Richarda (nie mają pieniędzy więc lodówka często świeci pustkami) i na sen. Komponują zespołowo i indywidualnie, dyskutują, kłócą się, grają, ćwiczą warsztat i znów komponują. Uczą się łączyć ze sobą udane fragmenty, rozwijać błyskotliwe motywy, uczą się też pracy nad pomysłami, które rzadko pozostawiają w organicznej formie. Walce o ciekawą, oryginalną muzykę towarzyszy też walka o pozycję w zespole. Klaruje się hierarchia wewnątrz-zespołowa, hartują się charaktery. Na niewielkim metrażu letniskowej chatki między październikiem’69 a kwietniem’70 rodzi się autonomiczny organizm twórczy, który w następnych latach osiągnie wielki sukces nagrywając albumy – kamienie milowe rocka progresywnego.

W kwietniu 1970 roku opuszczają The Cottage. Mają gotowy materiał na album w postaci m.in. takich utworów „Stagnation”, „The Knife”, czy „Looking for Someone”, ale zanim je nagrają, wpadną w wir koncertów i poszukiwania wydawcy. Owocnie spędzone półrocze, ciężka praca i wyrzeczenia już kilka tygodni później przyniosą wymierny efekt – zainteresowanie ze strony legendarnego dziś mecenasa i wydawcę Tony’ego Stratton Smitha. Popularny Strat tak mocno zakocha się w stylu Genesis, że niebawem uchyli młodym niedoświadczonym muzykom nieba i nie licząc się z kosztami wprowadzi zespół na drogę do sukcesu.

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>