„Irena Kwiatkowska. Żarty się skończyły” – Marcin Wilk (recenzja)

20190314_141331

Ireny Kwiatkowskiej nie sposób nie znać. To prawdziwa ikona polskiego teatru, telewizji i kabaretu. Wyrosła na jedną z liderek wykształconego jeszcze przed wojną pokolenia aktorów, którzy już po zakończeniu wojny wytyczali kierunki rozwoju artystycznego na całe dekady, definiowali intelektualne poczucie humoru, kreowali, tworzyli i jak mówi powiedzenie: bawili ucząc i uczyli bawiąc. Kwiatkowska obok m.in. Wiesława Michnikowskiego, Edwarda Dziewońskiego, Wiesława Gołasa, Aliny Janowskiej i wielu innych znamienitych artystów stanowiła jeden z najsilniejszych ówczesnych motorów kulturalnych. To była kultura przez wielkie „K” – inteligentna, zabawna, błyskotliwa, wymagająca ale przystępna zarazem.

Kwiatkowska nie miała wybitnych warunków, czego była świadoma, ale miała wybitny talent, który poparła gigantyczną pracą. Rozwinęła się imponująco. Przyszedł taki moment, że przestano ją określać, czy kategoryzować, bo to skala jej talentu określała i stanowiła kategorię samą w sobie. Do dziś Kwiatkowska pozostaje niedoścignionym wzorem dla aktorów młodego pokolenia. Podziwiam to jak naturalnie kreowała postaci, jak łatwo nadawała swoim kreacjom bardzo charakterystycznego poczucia humoru, jak zlewała się z przedstawianym charakterem, dzięki czemu zawsze imponowała niezwykłą wiarygodnością. To jedna z tych aktorek które dla mnie były od zawsze i na zawsze. I nawet jej śmierć nic w tej kwestii nie zmieniła. Irena Kwiatkowska zapracowała na nieśmiertelność. Jej drogę i dorobek warto poznać, bo to z jednej strony zbiór często wybitnych dokonań artystycznych, z drugiej interesująca historia. Tym razem spróbował ją opowiedzieć Marcin Wilk w książce „Żarty się skończyły” (Znak, 2019).

To dobra książka, zawierająca bardzo dobre fragmenty, ale też pewne luki i drobne niedociągnięcia, które pozostawiły u mnie pewien niedosyt. Niewielki, ale jednak. Książkę reklamuje się głównie przez pryzmat wykorzystania wiedzy i fragmentów pochodzących z pamiętników aktorki. I faktycznie rozdziały w których autor opiera się o te archiwalia i obficie je cytuje są najmocniejszymi punktami książki. Kwiatkowska siłą rzeczy jest tu najbardziej obecna. Jej perspektywa i przede wszystkim szczerość dziennikowych zapisków są tu bezcenne. Autor również bardzo sprawnie „współpracuje” z tym pamiętnikiem, uzupełnia go, prowadzi narrację i dobiera cytaty w taki sposób, że historia ładnie i logicznie płynie. Gdy zasoby tego źródła kończą się temperatura odrobinę spada, a artystka nieco oddala się. Najbardziej doskwierające staje się to na szczęście dopiero pod sam koniec książki, gdzie jak się domyślam źródła kurczą się tak bardzo, że trudno o płynną narrację i szczegółowe opisy.

Marcin Wilk pisze prostym, reporterskim językiem nadając całości odpowiedniej dynamiki. Jest obiektywny, nie pozwala sobie na recenzenckie wycieczki i analizy. Uczciwie podąża za źródłami, niczym zimne oko kamery pokazuje wydarzenia i pozwala im samym mówić za siebie. A historia ta niesie ze sobą i komedię i dramat i romans, więc mamy do czynienia z bogatym bukietem emocji. Jest tu mnóstwo pysznych anegdot, trochę scen dramatycznych (relacja Kwiatkowskiej z matką, okres wojny) i przede wszystkim sporo prawdy o bohaterce. Takiej prawdy, którą można uzyskać tylko z osobistych, skrywanych przez lata przed światem zapisków. Dowiadujemy się choćby o nawracających stanach przygnębienia i melancholii nawiedzających Kwiatkowską w młodości, o pierwszych uczuciach, o jej silnych wątpliwościach dotyczących obranej drogi, o wielkiej i bardzo krytycznej samoświadomości (sądziła, że jest zbyt mało inteligentna do pracy w kulturze, wątpiła we własny talent) ale również o licznych i rozległych zainteresowaniach, które aktywnie realizowała. Bardzo dużo czytała, ale nie stroniła też od sportu. Była bardzo sumienną i pracowitą perfekcjonistką. Wilk sporo miejsca poświęca jej małżeństwu z Bolesławem Kielskim, a także samemu Kielskiemu (ciekawa, w sumie dość niejednoznaczna postać, a ledwie liźnięty wątek jego współpracy ze Służbami i tajemnicza, niewyjaśniona choroba, na którą zmarł, każą sądzić, że Kielski to materiał na osobną biografię). W sumie dostajemy naprawdę sporo dynamicznie podanej prawdy o życiu, postawie, filozofii i dorobku Kwiatkowskiej. Prawdy podanej raczej esencjonalnie, bez „analizatorskiego” lania wody. Można powiedzieć: samo gęste.

Czego mi zabrakło? Zaryzykowałbym na miejscu autora i poszerzył narrację o choćby lakoniczne opisy niektórych dzieł. Liczyłem, że częściej zajrzymy na plan „Wojny domowej”, „Czterdziestolatka” i „Zmienników”, że Wilk sypnie licznymi anegdotami, historyjkami obyczajowymi z okresów pracy nad tymi produkcjami… No i ta końcówka. Jak już wcześniej pisałem, odniosłem wrażenie, że jest szyta już nawet nie z resztek, ale drobniutkich skrawków materiału i finisz przez to wypada chaotycznie. Ale cóż, zdarza się. Biografia to nie powieść i czasami po prostu nie da się utrzymać poziomu do ostatnich stron, bo to życie pisze tę historię. Biograf jest niewolnikiem źródeł i pamięci świadków, a z tym bardzo różnie bywa. Reasumując: „Kwiatkowska. Żarty się skończyły ” to dobra, rzetelnie i sprawnie napisana biografia, dzięki której – jak się ktoś spręży – można w jeden wieczór zapoznać się z historią Ireny Kwiatkowskiej. Może nie jest to kompletny obraz artystki, ale na pewno dobry, intrygujący i wyrazisty szkic.

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>