Piętnaście lat dojrzewania z Peterem Gabrielem

 

20180528_201345

Muzycznie – nostalgicznie.

30 maja 2003 roku. Stadion Lecha w Poznaniu. Ciepły, wręcz duszny wieczór. Dwadzieścia tysięcy ludzi stłoczonych na płycie boiska łapie każdy dźwięk dobiegający z gigantycznych głośników i zadziera lekko głowy do góry, by widzieć co dzieje się na scenie. A tam, w otoczeniu kilku świetnych instrumentalistów, prym wiedzie pięćdziesiąciotrzyletni łysy mężczyzna z siwą kozią bródką. Ubrany jest w dziwaczną czarną kamizelkę. Z daleka wygląda jakby miał na sobie elegancki frak, z bliska jego strój przypomina futurystyczny kaftan postaci z filmu science-fiction. Ciepłe, gęste powietrze przecinają dźwięki. Czasem ciężkie, progresywnie połamane, czasem funkowe, innym razem zabarwione afrykańskim lub dalekowschodnim folklorem. Kamienie milowe popkultury. Niektóre z nich to światowego kalibru przeboje, inne ukazują bardzo artystyczne i wysublimowane spojrzenie twórcy na muzykę pop. Całość składa się na grubo ponad dwugodzinną ucztę na którą wielu Polaków czekało przysłowiowe „całe życie”.

Chciałbym napisać, że wydaje mi się jakby to było wczoraj, albo że zleciało „jak z bicza trzasł”, ale nie mogę. Mam bowiem wrażenie, że koncert ten odbył się w „innym świecie”, diametralnie innych czasach i że było to milion lat temu. Skąd to wrażenie? Rzut do oka do pożółkłych kalendarzy. Prezydentem RP był jeszcze Aleksander Kwaśniewski, premierem Leszek Miller, selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Paweł Janas, a grali w niej Jacek Krzynówek, Maciej Żurawski i Jerzy Dudek. Najpopularniejszym sportowcem był Adam Małysz, a największą i „najnowocześniejszą” halą koncertową… katowicki Spodek. Tamtej wiosny Polacy ekscytowali się pierwszym politycznym spektaklem medialnym śledząc wielogodzinne transmisje z przesłuchań komisji śledczej tak zwanej „Sprawy Rywina”. Nucili przebój radiowy „Żałuję” Eweliny Flinty, a do kina wybierali się na wchodzący właśnie na ekrany „Matrix Reaktywacja”. Tak, to było naprawdę dawno temu.

Dziś mija piętnaście lat od pierwszego na polskiej ziemi koncertu Petera Gabriela. Ten nieszablonowy muzyk i wybitny artysta popkultury, autor kilkunastu światowych przebojów, twórca kilku przełomowych dla muzyki popularnej albumów, założyciel i pierwszy wokalista zespołu Genesis zagrał na żywo 30 maja 2003 roku na stadionie poznańskiego Lecha. I był to niewątpliwie wielki wieczór, poprzedzony długim niecierpliwym oczekiwaniem, stopniowaniem napięcia i rosnącą z każdym tygodniem ekscytacją, począwszy od pewnego grudniowego dnia, gdy koncert ten na antenie radiowej trójki zapowiedział Piotr Kaczkowski.

Peter Gabriel wracał wówczas do aktywności. Wydany we wrześniu 2002 roku album „Up” był pierwszym regularnym albumem od wydanego dziesięć lat wcześniej „Us”, a trasa „Growing Up” pierwszą od spektakularnej „Secret World” z lat 1993/4. Na ten powrót czekało kilka milionów słuchaczy na całym świecie. I to był ten moment, kiedy Gabriel wracał jeszcze pełen energii, typowej dla siebie artystycznej arogancji, pomysłowy, błyskotliwy i w formie godnej Mistrza. Po raz kolejny udowodnił, że studyjne nowinki i muzyczne mody potrafi podporządkować sobie w taki sposób, by stworzyć muzykę świeżą, zaskakującą, brzmiącą nowocześnie, a przy tym utrzymaną w pewnym charakterystycznym dla siebie stylu i trudną do gatunkowego zaszufladkowania. Nowa muzyka miała stanowić kręgosłup repertuaru tamtej trasy. Peter obudował go obszernym przekrojem całej swojej solowej twórczości. Do Poznania przyjechał z pełnym setem, ale mocno okrojoną oprawą na której przyjęcie nie był wówczas przygotowany żaden polski obiekt koncertowy. Występ w naszym kraju miał przez to wyjątkowy smak. Tak wspominałem go w książce biograficznej „Świat realny, świat sekretny”:

„Gabrielowi musiało bardzo zależeć na tym, aby zagrać dla polskiej publiczności, gdyż wyjątkowo zgodził się na występ na otwartej przestrzeni (trasa była halowa) i zrezygnował z niemal wszystkich wizualnych dodatków, a nawet ze swojej ulubionej okrągłej sceny. Zmodyfikował też odrobinę set, ale to już za namową Piotra Kaczkowskiego, który celowo przekazał Peterowi listę z wynikami głosowania słuchaczy ‘minimaxa’ w tak zwanym ‘topie Gabriela’. W pierwszej piątce topu polskich fanów znalazły się: Don’t Give Up, Red Rain, Biko, Solsbury Hill i Mercy Street. Na koncertach pojawiały się trzy z nich. Gabriel uznał że to za mało, więc na dzień przed poznańskim występem, podczas wieczornej próby dźwięku w kilkadziesiąt minut przypomniał zespołowi jak wykonuje się Biko i 30 maja włączył go do repertuaru. Ze smaczków wizualnych pozostała tylko „skacząca kula”, choć i w tym przypadku Gabriel sporo ryzykował, bo na tradycyjnej prostokątnej scenie jeszcze nigdy nie skakał. ‘W Poznaniu wystąpię na scenie, która będzie miała inny kształt, więc niewykluczone że z niej spadnę’ – dowcipkował na konferencji prasowej. Nie dość, że nie spadł, to jeszcze dzięki zubożeniu ‘technologicznego teatru’ udowodnił, że siłą jego koncertów i tak ciągle przede wszystkim jest muzyka.”

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>