Sprawa Gorgonowej

Czas i klimat Świąt skradła mi książka „Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” autorstwa Cezarego Łazarewicza (wyd. Czarne). Zanim kilka słów o książce, trochę o opisanej w niej historii, którą napisało życie… A czasami wydaje mi się, że sam diabeł, który zmaterializował się pewnej grudniowej nocy w letniej willi w niewielkiej wsi pod Lwowem.

To jedna z tych historii, które zaserwowały mi kiedyś kilka nieprzespanych nocy i o których pamiętam mimo upływu lat. Miałem szesnaście lat, kiedy po raz pierwszy natknąłem się na film „Sprawa Gorgonowej” w reżyserii Janusza Majewskiego i w iście wirtuozerskiej obsadzie z Romanem Wilhelmim, Aleksandrem Bardinim, Andrzejem Łapickim, Mariuszem Dmochowskim, Wojciechem Pszoniakiem oraz Ewą Dałkowską w roli tytułowej. Film mroczny, bardzo sugestywny, magnetyzujący. Ponad dwie godziny mistrzowskiego dramatu sądowniczego z elementami kryminału, czy nawet thrillera. To był cios. Tym bardziej, że przedstawiona w filmie historia wydarzyła się naprawdę. Pewnie wszyscy znają szczegóły dramatycznych wydarzeń sprzed blisko dziewięćdziesięciu lat, ale dla porządku, w telegraficznym skrócie przypomnę o czym mowa.

Ostatnie dni grudnia. Wieś Brzuchowice niedaleko Lwowa. Dom Zarembów. To miały być ostatnie chwile spędzone w tym domu w takim składzie osobowym. Związek czterdziestoośmioletniego architekta Henryka Zaremby z trzydziestoletnią opiekunką Ritą Gorgonową dobiegał końca. Niebawem mieli zamieszkać osobno. Ona zostaje z malutką Romaną w willi, on z dwójką starszych dzieci z pierwszego związku – córką Elżbietą i synem Stanisławem – przenosi się do mieszkania we Lwowie. Przeprowadzka zaplanowana jest na pierwsze dni stycznia. Ale nowego życia nie rozpoczną zgodnie z planem. W nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku brutalnie zamordowana zostaje starsza córka Zaremby, siedemnastoletnia Elżbieta „Lusia” Zarembianka. Tej samej nocy rozpoczyna się śledztwo, które najpierw wyklucza możliwość wejścia mordercy z zewnątrz, a następnie kieruje podejrzenia na Ritę Gorgonową. Urodzona w Dalmacji bona miała zatłuc Lusię dżaganem zadając jej kilka śmiertelnych ciosów w głowę. Motywem zbrodni miała być zemsta za rozbicie jej związku z Zarembą. Wiosną postawiono ją przed sądem i ruszył jeden z najgłośniejszych i najsłynniejszych polskich procesów. Proces bardzo trudny, poszlakowy, podlany kotłującymi się emocjami tysięcy obserwatorów. Zainteresowanie sprawą było gigantyczne, a presja ze strony „ulicy” podobno mocno odczuwalna. Gorgonową skazano na śmierć, ale nad sprawą unosiła się aura niewyjaśnionej tajemnicy, której prokuratura do końca nie potrafiła rozwiać. O wyroku zadecydowały ostatecznie zeznania czternastoletniego Stasia Zaremby, który tamtej nocy widział postać wysokiej kobiety czającej się na werandzie i mimo ciemności twierdził, że rozpoznał w niej Ritę, oraz zakrwawiona chusteczka należąca do Gorgonowej, ukryta w piwnicy.

Po apelacji odbył się drugi proces. Znów zakończony wyrokiem skazującym, ale tym razem już tylko na osiem lat więzienia. Gorgonowa wyszła na wolność po sześciu latach, 3 września 1939 roku, na mocy amnestii spowodowanej wybuchem wojny. Odsiadując wyrok urodziła córkę Ewę (Zaremba jej nie uznał, choć oczywistym wydaje się, że to on był ojcem).

Choć wszystko zdawało się rozstrzygnięte, historia ta ciągnie za sobą cień niedomówień i mimo długiego drobiazgowego śledztwa, podwójnego procesu, dziesiątek przesłuchań i ekspertyz nadal nie na wszystkie pytania znaleziono odpowiedzi, a wina Gorgonowej według wielu stoi pod znakiem zapytania.

Książka Łazarewicza kompiluje prawdopodobnie całą dostępną aktualnie wiedzę na temat legendarnej już „Sprawy Gorgonowej”. Szczegółowo odtwarza wydarzania dramatycznej nocy, podaje genezę tragedii, relacjonuje śledztwo posiłkując się zarówno wyjątkami z archiwalnych raportów, jak i z memuarów uczestników rozprawy. Obszerne cytaty gorących reportaży zaczerpnięte z gazet oddają atmosferę niezdrowego podniecenia i nieprzeciętnego zainteresowania mediów. Jest tu też duch epoki, specyficzny klimat odległego nam dziś dwudziestolecia międzywojennego. Łazarewicz pisze bardzo sprawnie. Dynamiczny, obrazowy, reporterski język umiejętnie buduje napięcie godne najlepszego thrillera, ale z drugiej strony nieustannie przypomina, że mamy do czynienia z opowieścią non-fiction. Przypominają o tym również znakomite fotografie, na których widzimy legendarne postacie – chociażby adwokata Maurycego Axera, który wziął na siebie tę niemożliwą do wykonania misję i podjął się obrony Gorgonowej. Są kadry z procesów, z wizji lokalnej, a także prywatne zdjęcia, choćby pokoju zamordowanej albo ujęcie Rity w towarzystwie dzieci. Jeszcze szczęśliwych, jeszcze nawet nie przypuszczających jak dramatycznie potoczy się ich życie.

Minęło wiele lat od śmierci Lusi Zarembianki, od śledztwa i od procesu. Większość uczestników i świadków tych wydarzeń już nie żyje. Ale tajemnica tamtej grudniowej nocy nadal mąci spokój wielu ludzi. Łazarewicz nie kończy opowieści w roku 1939. I to jest kolejny atut książki. Historia doprowadzona jest niemalże do dnia dzisiejszego. Poznajemy losy dzieci Rity Gorgonowej, przede wszystkim córek: Romany (dziś Aldona, jedyna żyjąca osoba, która feralnej nocy była w willi w Brzuchowicach) i Ewy urodzonej już w trakcie odsiadywania przez Gorgonową wyroku. Dowiadujemy się jakie relacje łączyły obie córki Rity, a także dlaczego przez wiele lat z oskarżeniami o zabójstwo Zarembianki musiał walczyć ogrodnik Zaremby Kamiński (bezczelne kłamstwa mediów nie są wymysłem naszych czasów). Wreszcie Łazarewicz rzuca naprawdę solidny snop światła na powojenne losy Gorgonowej, a książkę kończy prawdopodobną hipotezą dotyczącą okoliczności jej śmierci. Nie będę zdradzał szczegółów, powiem tylko, że historia ta jest niemal tak mroczna, jak historia śmierci Lusi Zarembianki.

„Koronkowa robota” to bardzo dobrze napisana książka reporterska. Doskonale się ją czyta, ale pozostaje jeszcze kwestia czy definitywnie rozwiązuje ona tajemnicę morderstwa w Brzuchowicach. Albo chociaż rozstrzyga kwestię winy i niewinności Rity Gorgonowej. Biorąc pod uwagę to, że od wielu lat nie pojawiły się żadne nowe wątki, ani fakty związane ze sprawą, trzeba się liczyć z tym, że w kwestii oceny wyroku niewiele może się zmienić. Nie pomaga tu nawet rozwój technik kryminalistycznych, bo materiały dowodowe w większości uległy zniszczeniu lub przepadły. Nie ma niestety możliwości ponownego zbadania śladów krwi ani odcisków palców na przechowywanym do dziś dżaganie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dziś rozwiązanie tej sprawy byłoby dużo łatwiejsze, ale niestety prawda o tamtej tragicznej nocy nie doczekała odpowiednich metod śledczych.

Łazarewicz doprowadzając historię do czasów obecnych wspomina o tym, że córka i wnuczka skazanej podjęły w 2014 roku próbę zrehabilitowania matki/babci i dążą do ponownego otwarcia sprawy. Są przekonane o niewinności Rity. Z opowieści Łazarewicza, która sprawia wrażenie bardzo obiektywnej, ta niewinność nie wynika. Odnoszę wrażenie, że pod względem stawianych tez i batalii między dowodami winy, a argumentami obrony, książka jest wiernym odzwierciedleniem procesu. Ma te same zalety i wady. Twardych i jednoznacznych dowodów winy Gorgonowej nie ma. Wszystkie o potencjale rozstrzygającym mają jakąś skazę, słabość, niedociągnięcie. Natomiast mocnych poszlak świadczących o winie Gorgonowej jest tak wiele, że trudno choćby pomyśleć poważnie o tym, że zamordować Lusię Zarembiankę mógłby ktoś inny. Niby oczywistym wydaje się, że zabić musiała Gorgonowa, ale nie sposób jej tego jednoznacznie udowodnić; przedstawić taki dowód, który rozwiałby absolutnie wszelkie wątpliwości. Ale to tylko moje wrażenia. Przypuszczam, że w przypadku tej historii ilu będzie czytelników, tyle wrażeń, tez i sądów.

Sprawa Gorgonowej nadal porusza. Mord przeraża a meandry śledztwa i atmosfera wielomiesięcznej rozprawy fascynują. To historia zbrodni i procesu, które stały się niemalże symbolem dwudziestolecia międzywojennego, jednym z najciekawszych przypadków kryminalnych i sądowniczych w historii Polski. „Koronkowa robota” bardzo ciekawie i umiejętnie tę historię odświeża i przypomina. Rzecz absolutnie obowiązkowa również dla fanów prozy kryminalnej. A po lekturze polecam seans „Sprawy Gorgonowej” Janusza Majewskiego.

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>