Wpisy

„Cicha noc” – dobra tradycja polskiego dramatu obyczajowego podtrzymana

Dopóki będą powstawały tak udane filmy jak „Cicha noc”, dopóty moim ulubionym gatunkiem pozostanie polski dramat obyczajowy. Reżyserowi tego obrazu Piotrowi Domalewskiemu warto się przyglądać, bo udowodnił, że nie tylko dużo widzi, ale również potrafi swoje spostrzeżenia przekazać w sposób spójny, błyskotliwy i w sumie nawet dosyć subtelny. W pewnym sensie zaintrygował mnie nawet bardziej niż Wojciech Smarzowski (jak się domyślam jeden z jego mentorów, bo inspiracje „Weselem”, czy „Domem złym” są aż nadto widoczne) uzyskał bowiem zbliżony poziom intensywności, ale bez rzygania, wieszania, mordowania siekierą, odstrzelonych palców i odgryzionych penisów… Fakt, jest tu jedna mocno obita morda, jest wielki pożar i wódki też ostatecznie nie brakuje, ale proporcje brutalności i tragizmu emocjonalnego – wynikającego przede wszystkim ze świetnie zarysowanych licznych konfliktów międzyludzkich – są tu zachowane naprawdę bardzo rozsądnie. Nie posądziłbym Domalewskiego o efekciarskie pójście na łatwiznę. Nie musiał tego robić, bo miał bardzo ciekawą historię do przekazania i plejadę wiarygodnych (świetnie też zagranych!) bohaterów do przedstawienia. Umiejętnie dobrana obsada to kolejny wielki plus. Ogrodnik i Jakubik wiadomo, są w gazie i to dziś absolutna ekstraklasa, ale na świetnym poziomie są też role Agnieszki Suchory (nie widziałem jej w tak dużej roli chyba od czasu… kabaretu Olgi Lipińskiej) i Adama Cywki (niewiele gra na dużym ekranie, ale jak już się pojawi to trudno go nie docenić).

Polska, ze swoimi niby trywialnymi problemami, niezmiennie jest studnią bez dna, jeśli chodzi o inspiracje. „Cicha noc” choć jest dosyć kameralną opowieścią (jeden dom, jedna rodzina, akcja zamknięta w jednej dobie) to w pewnym sensie jest to film o Polsce właśnie. O tym rozdarciu między pilnowaniem tego co było, a chęcią otwarcia się na nowe. O tym jak wielki skok staje się udziałem Polaków urodzonych pod koniec XX wieku i jak silnie oddziałuje to na relacje rodzinne. Jak przegniłe bywają fundamenty tradycji i jak ciężko wyplenić złe nawyki. Trudny temat, bolesny, ale przekazany naprawdę zręcznie, wiarygodnie i wciągająco. A Domalewskiego zapisuję do notesu, bo ciekawy jestem jak się rozwinie. Start ma bardzo obiecujący.