Wpisy

Biografia Riverside ukończona!

20160523_201424_HDR

Postawiłem ostatnią kropkę. Tekst biograficzny „Riverside. Sen w wysokiej rozdzielczości” jest kompletny. Jest już też autoryzowany co znaczy, że pod każdym ze 106 452 słów można się podpisać i wziąć za każde z nich odpowiedzialność. Tekst w najbliższych tygodniach przejdzie redakcję, korektę, ponowną korektę autorską i stanie się książką. Trwają już prace nad okładką, niebawem zaczniemy dobór zdjęć. Będzie grubo (na pewno ponad 300 stron), szczegółowo i różnorodnie. Całość oparta jest na wiedzy unikalnej, a więc pochodzącej z moich, niepublikowanych wcześniej wywiadów z muzykami Riverside i „przyjaciółmi zespołu”, świadkami historii. Premiera prawdopodobnie jesienią, konkretną datę ustali i poda niedługo wydawnictwo In Rock.

Siedem lat temu w rzekobrzeżnym kalendarzu…

dvd reality dream

Siedem lat temu, 17 maja 2008 roku Riverside rejestrował swoje pierwsze oficjalne DVD. To był chyba najdłuższy koncert w historii zespołu. Na setlistę złożyło się 21 wykonań (19 utworów, dwa zagrane podwójnie), a całość łącznie z bisami i poprawkami trwała trzy godziny.

Pamiętam ten koncert głównie przez pryzmat niecodziennej atmosfery. Wówczas Riverside wiązał mi się ściśle z kameralnym klimatem i ciasnotą niewielkich klubów, w których najczęściej występował. Tymczasem łódzka Toya bez trudu przyjęła około tysiącosobową publikę (spokojnie przyjęłaby drugie tyle), a grupę gościła na dużej scenie, tak dużej, że Mariusz Duda swobodnie biegał wokół – sporej przecież – perkusji Mittloffa na początku utworu „Ultimate Trip”. Niestety nie można tego zobaczyć na DVD „Reality Dream”, gdyż tamto wykonanie nie trafiło na płytę. Dopiero teraz po kilku latach dowiedziałem się od Mittloffa, dlaczego zespół musiał zagrać ten numer raz jeszcze. W trakcie styczniowej rozmowy Mittek przyznał mi się, że miał źle ustawionego klika i przez to utwór ten został zagrany za wolno… Do dziś pamiętam konsternację panującą na opustoszałej już nieco widowni, gdy Mariusz wyszedł zza kulis już po zakończeniu koncertu i powiedział słowa, które na ułamek sekundy zmroziły wszystkim krew w żyłach. Nie nagrało się! – rzucił ze sceny, ale chyba trochę zbyt lekko, żeby na dłuższą metę nabrać fanów.

Być może gdyby wiedział, jakie problemy będą czekały zespół w związku z realizacją materiału wizualnego na potrzeby DVD, nie miałby ochoty na takie żarty ;) Bo choć koncert się nagrał, niebawem miało się okazać, że zarówno praca kamerzystów, jak i wizja montażystów tego DVD, pozostawiały sporo do życzenia. Na premierę „Reality Dream” przyszło wszystkim czekać prawie półtora roku, ale dobrze, że w ogóle te nagrania się ukazały. Z przyjemnością wracam do nich (przyznaje się, raczej do płyt audio), choćby dla znakomitych wykonań „Volte-Face”, „Parasomnii”, czy „Panic Room”.

Choć „Reality Dream” pozostaje oczywiście sympatyczną pamiątką po trylogii, to jednak czas już chyba najwyższy na następne tego typu wydawnictwo. Obiło mi się o uszy, że może na najbliższej trasie zdarzy się koncert z panami kamerzystami. No i matematyka kalendarza potwierdza, że już czas. Łódzki koncert odbył się w siódmym roku istnienia Riverside, po trzecim dużym albumie, od 2008 do dziś minęło kolejne siedem lat, lada chwila dostaniemy album numer sześć… No jakby nie liczyć – wychodzi, że potrzebne jest nowe DVD.

 

Biografia Riverside – in progress

Uważam, że jedną z największych krzywd, jaką można wyrządzić cenionemu artyście, to pisząc biografię, przygotować mu bezkrytyczną laurkę. Nawet jeśli biograf jest zafascynowany twórczością, powinien umieć wyłączyć w sobie „fana” na czas pracy, by spojrzeć na pewne sprawy chłodnym obiektywnym okiem. Dla dobra własnej wiarygodności, dla dobra czytelnika i wreszcie dla dobra samego bohatera biografii. Jeśli jest nim artysta, to niezwykle istotne jest umiejętne wskazanie jego trudnych zmagań (wszak artysta musi się zmagać, zmagania to nieodłączna część procesu twórczego), a sprawne wskazanie potknięć, pomyłek, spadków formy twórcy, osadzone wśród „pochwał” za dzieła prawdziwie udane, doskonale obrazuje proces zmagań. Nie ma pisarza, który napisał tylko dobre, mądre książki, nie ma filmowca, który stworzył tylko ciekawe, udane filmy, nie ma muzyka, który choć raz w życiu nie zbłądził nagrywając płytę… Przekroczyłem półmetek biografii Riverside, jestem świeżo po „rozprawie” nad albumem „Rapid Eye Movement”, który jak każdy inny, zasłużył na obiektywne spojrzenie i wnikliwą analizę. Już wiem, że będzie to jeden z najbardziej kontrowersyjnych fragmentów tej książki… Jednym z tematów tej płyty jest „dualizm”, ale takiego „dualizmu”, jaki określi to wydawnictwo po latach chyba mało kto się spodziewa. Nawet w obozie grupy zdania na temat REM-u są podzielone.

Załączony filmik, to amatorskie nagranie „Cybernetic Pillow” z koncertu w Bułgarii z 2010 roku. Nawet w świecie progresji lubię proste, czterominutowe piosenki, ale zawsze miałem wrażenie, że temu numerowi brakowało takiego rozsądnego „odjazdu” (od 3:55), jaki pojawiał w się w koncertowych wersjach.